Barbara Bursztynowicz - Aktorka

Urodziłam się mroźnego 27 stycznia 1954 roku w położonym u stóp Beskidów Bielsku-Białej, mieście o tradycjach śląsko-galicyjskich. Wszystko tam było podwójne,dwa dworce kolejowe, dwa rynki, dwa ratusze, dwa place targowe, bowiem miasto powstało w 1951 roku z połączenia dwóch odrębnych niegdyś
miast; Bielska i Białej. To pierwsze zawsze było częścią Śląska, a drugie należało do Małopolski. Mimo, że "moją częścią "miasta była Biała, nie potrafię powiedzieć, czy jestem bardziej galicyjską góralką, czy Ślązaczką.
Urodziłam się i wychowałam w domu na wzgórzu. Z okna mojego pokoju całe miasto widoczne było jak na dłoni. Dalej, wokół wznosiły się szczyty Beskidu Małego i Beskidu Śląskiego, zielone w dzień, niebieskie o poranku i wieczorem,
czasem tonące we mgle tak gęstej, że znikały zupełnie.
Wychodząc z domu szło się „do góry" albo "na dół, ale przedtem oczywiście trzeba było wyjść "na pole”. Kiedy przyjechałam do Warszawy, krępowały mnie te galicyjskie regionalizmy i szybko starałam się ich pozbyć. Teraz z sentymentem cytuję je przy różnych okazjach. "I co ja mogę za to", że tęsknię za krainą dzieciństwa. Jestem człowiekiem z prowincji, prowincji o niezwykłych tradycjach,
z miasta zwanego "Małym Wiedniem", z przepiękną secesyjną architekturą, symbolizującą dawne bogactwo przemysłu, stworzonego przez zróżnicowaną pod względem narodowościowym ludność. Bielsko-Białą do 1939 roku zamieszkiwali Niemcy, Żydzi i Polacy, tworząc swoisty, ruchliwy społeczny konglomerat. Po ostatniej wojnie miasto stało się niemal wyłącznie polskie, niewątpliwie tracąc na swojej oryginalności. Ale ślady tamtej historii trwają do dzisiaj, działając na wyobraźnię i kształtując charaktery kolejnych pokoleń.
   To był i ciągle jeszcze jest inny świat, zamieszkały przez ludzi o rzadko spotykanych gdzie indziej przymiotach. Przez całą moją młodość i dojrzewanie
otaczali mnie ludzie prostolinijni, przyjaźni, pogodni. Przebywanie wśród nich
inspirowało mnie do niebanalnych wyzwań. To oni rozbudzili we mnie ciekawość
świata i ludzi. Chodziliśmy po górach, dyskutowaliśmy, czytaliśmy poezję modnego
wtedy Norwida. To ciągłe wspinanie się wyrobiło we mnie wytrwałość i upór, uroki przyrody - wrażliwość, ciekawość "co jest za tą górką" rozwinęła wyobraźnię
i potrzebę marzeń.
   Uczyłam się w LO im. Adama Asnyka, szkole o ogromnych tradycjach. To tam poznałam przyjaciół, którym jestem wierna do dzisiaj. Z Jurkiem Polakiem, dzięki któremu zdałam maturę z matematyki i który nim został wybitnym historykiem, pisywał piękne wiersze, Olą Nowak, która miała pedagogiczne ciągoty i w końcu została nauczycielką, piękną Gosią Smazą, z którą przesiedziałam cztery lata
w jednej ławce, tworzyliśmy teatr "Zielona Gęś". Ale wtedy nikt jeszcze nie spodziewał się, że będę próbowała zostać aktorką.
   Ale zacznijmy ten wątek od początku.
Byłam wrażliwą, nieśmiałą dziewczynką o ogromnej wyobraźni. Mama mówi, że zawsze chodziłam własnymi drogami i miałam swój tajemniczy świat. Aby ukryć nieśmiałość, zmyślałam siebie, izolowałam się we własnym świecie albo coś przedstawiałam, wciągając w ten wyimaginowany świat otoczenie. Odkąd pamiętam, zawsze bawiłam się w teatr, przebierałam siebie i rodzeństwo, inscenizowałam wymyślone sytuacje. Potem wciągałam w te zabawy kolegów z sąsiedztwa. To teatr lalek Banialuka w Bielsku-Białej zawładnął moją dziecięcą duszą i zaczarował bez reszty. Twórcami scenografii byli wówczas Kilian i Kossakowska. Aktorzy tego teatru pomogą mi później przygotować się do egzaminów do szkoły teatralnej.
   Rok 1973 to jedna z ważniejszych dat w moim życiu. Moja mama, po rozstaniu z tatą, wyjeżdża, jak się potem okazuje, na stałe do USA, ja do Warszawy do stryjostwa, żeby zdać egzamin do PWST. Zostaję studentką wydziału aktorskiego
i jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. To będzie niezwykły okres w moim życiu. Tutaj zetknęłam się z wybitnymi osobowościami aktorskimi. Uczyli mnie zawodu Tadeusz Łomnicki, Aleksandra Śląska, Ryszarda Hanin, Aleksander Bardini. Tutaj poznałam Jacka Bursztynowicza, mojego męża. W szkole obsadzana byłam w rolach amantek, dopiero prof. A. Bardini odkrył we mnie pewną charakterystyczność i na czwartym roku powierzył mi rolę Katii w "Barbarzyńcach" Gorkiego w teatrze Powszechnym. Po szkole trafiłam do teatru Ateneum, kierowanego przez Janusza

Warmińskiego.